Wirusy a C-64



Istnienie wirusów całkowicie wykluczone jest przy konfiguracji "Commodore 64 z magnetofonem", bowiem bez ingerencji użytkownika nie jest możliwe skasowanie jakichkolwiek danych z kasety.

Teoretycznie można sobie wyobrazić wirusa, który "siedzi" w pamięci podczas kopiowania programu (np. edytora tekstu), a później podczas pisania tekstu nagle zawiesza system. Praktycznie jednak takiego wirusa nie można napisać, a przynajmniej jest to bardzo trudne, ponieważ programy dla C-64 są najczęściej skompresowane i podczas dekompresji cała pamięć jest przemieszczana, kasowana itp., co z pewnością unieszkodliwiłoby kod mikroba.Programy wykorzystują również dla swoich celów wszystkie przerwania i sprawdzają, co było podczepione pod wektory przerwań wcześniej (co spowodowałoby unieszkodliwienie wirusa).

Większość z użytkowników C-64 korzysta z kart rozszerzających (tzw. cartridge, np. Final III) oraz różnych dopalaczy przyśpieszających wczytywanie programów. Najpopularniejsze karty całkowicie przechwytują kontrolę nad komputerem, urządzeniami zewnętrznymi i opcją RESET, uniemożliwiając działanie bakcyla.

Powyższe uwagi dotyczą także użytkowników stacji dysków! Może to wydawać się nieprawdopodobne, bo przecież stacja dysków posiada pamięć RAM, w której może zagnieździć się wirus, jednak aby rozpocząć swoją destrukcyjną działalność, musi on dostać sygnał z zewnątrz. Ponieważ prawdopodobnie nikt w Polsce nie posiada twardego dysku podłączonego do C-64, ogranicza to w znacznym stopniu działalność wirusa do jednej, no może kilku dyskietek i to na dodatek tych, które są zabezpieczone przed zapisem. Mimo to paru szaleńców napisało kilka wirusów i programów wirusopodobnych.

Na komodorku występują właściwie tylko dwa rodzaje wirusów. Pierwszy z nich, pseudo wirus, stanowi dołączona (ręcznie, przez dowcipnego crackera) do jakiegoś programu krótka procedurka, która zaraz po uruchomieniu spreparowanej w ten sposób np. najnowszej gry formatuje cały dysk, dodając nagłówek w stylu: "Polish virus" lub inny, bardziej wymyślny. Wszystkie dane, zapisane na dyskietce, zostają bezpowrotnie zniszczone, w tym również i wirus.

Drugi rodzaj wirusa to groźna i naprawdę niebezpieczna procedura, któraHiv Expert - program antywirusowy zagnieżdża się w pamięci stacji dysków, sama się rozmnaża i wyrządza liczne szkody, począwszy od kasowania plików, a skończywszy na wprowadzaniu zmian do ścieżki zawierającej informacje o katalogu.

Przykładów szkód wyrządzonych przez takiego wirusa może być wiele: pod kilkunastoma nazwami plików znajduje się ciagle ten sam program; zaatakowane przez złośliwca pliki znajdują się na dysku, ale nie mamy do nich dostępu; wirus wprowadza liczne zmiany we wnętrzu samego programu, przez co nie daje się go uruchomić (oczywiście programu); początkowo na dysku jest np. 60 plików, a po ataku zostaje ich tylko kilka. Oprócz opisanych przed chwilą przykładów, istnieje jeszcze jeden ślad, mogący świadczyć o obecności "nieproszonego gościa". Każda operacja, jaką musi wykonać nasz złośliwiec, wymaga czasu. Objawia się to długą reakcją oczekiwania na pojawienie się katalogu dyskietki, a wszystkie operacje stacji dysków są wyraźnie spowolnione.

Wirusów na C-64 praktycznie nie ma, ale były takie, które dały o sobie znać. Bayerische Hackerpost nazywany w skrócie BHP okazał się najgroźniejszym zarazkiem w historii C-64!

Wirus potrafił sprytnie "zadomowić się" w stacji dysków, aby następnie zarażac wczytywane programy.

Z czasem zarażone pliki stawały się bezużyteczne, a niekiedy od razu cały dysk ulegał kasacji! Inny, mniej groźny bakcyl tj. Speed Basic po ulokowaniu się w pamięci wyświetlał jakiś bezsensowny tekst, po czym następowało zawieszanie komputera. Wirusem, o którym było głośno w Polsce, okazał się swego czasu WCF Polish Virus ("World Cracking Federation Polish Virus") - były nim zainfekowane programy sprzedawane na warszawskiej giełdzie komputerowej. W zasadzie mikrob ten nie był polskiej produkcji, a tylko przeróbką bodajże szwedzkiego programu do zabezpieczania dysków. Niezbyt prawidłowe wykonanie programu powodowało, że jego uruchomienie przy obecności cartridge'y, najczęściej prowadziło do uruchomienia procedury destrukcyjnej, polegającej na szybkim (quick) sformatowaniu dyskietki a następnie komputer ulegał zawieszeniu. Jak jednak można się zabezpieczyć przed powyższymi mikrobami ?

Dzisiaj, gdy duża część osób korzysta z emulacji C-64 na PC istnienie tego typu wirusów jest praktycznie mikroskopowe. Jednak może się zdarzyć, że akurat natrafimy na złośliwego mikroba. Wówczas z pomocą może przyjść jeden z programów antywirusowych dla C-64: HIV Finder, Antyvirus oraz Hiv Expert (dostępny w dziale: "Emulatory, użytki").

W zasadzie najbardziej skutecznym jest ten ostatni program, jednak można się pokusić o korzystanie również z dwóch pierwszych.

Reasumując: prawdziwych wirusów na C-64 raczej nie ma, a jeżeli są, to ich działanie jest wręcz marginalne i nie przynosi większych szkód. Artykuł ten udowadnia, że i na C-64 istnieją złośliwe mikroby i PeCet nie jest tu żadnym wyjątkiem :)

Artykuł na podstawie tekstu Marksoft'a & Gregory'ego



Menu :

Archiwum

Przyjaciele :