"Z pamiętnika typowego scenowca"; Szczecin, wrzesień 1996.
"Określenie 'udany dzień' od jakiegoś czasu ma dla mnie czysto scenowe zabarwienie.. na przykład wczoraj - ach, oby takich dni było jak najwięcej. Rano, po krótkiej gimnastyce udałem się do kuchni, aby spożyć co nieco. Pierwsza myśl, jaka zrodziła się w moim "centrum zarządzania": o której zjawi się dzisiaj pan Antoni, tutejszy listonosz ? Czy przyjdzie jak zwykle na kwadrans przed jedenastą, czy też zawita prędzej, wesoło oznajmiając: "Panie Robercie, mam dla Pana kolejną porcję listów! A swoją drogą: Ty to masz powodzenie u kobiet.. Piszą do Ciebie bez opamiętania!!"...
Wtem moje rozważania przy szklance kawy przerwał krótki, aczkolwiek donośny dzwonek do drzwi: "Ooo.. dzień dobry Panie listonoszu! Jest coś dzisiaj dla mnie, czy przyniósł Pan wypłatę dla rodziców ?" - zapytałem, chociaż niepotrzebnie, bo odpowiedź była oczywista: "Mam dwa listy do Ciebie, jeden z Bytomia, drugi z Zabrza". Pierwsze spojrzenie na koperty.. tak, znajome pismo, znaczek na sendzie z Bartoszyc taki jakiś obsmarowany klejem: to Balboad a ten drugi list od Comm'a. Nastała wielka chwila! Wobec niej niedokończone śniadanie nie miało jakiegokolwiek znaczenia: bez zastanowienia chwyciłem solidne nożyce aby dostać się do wnętrza listów. A ich zawartość jak zwykle była niezykle bogata: cudownie było oglądać nowe covery Any'ego czy też Alg'ego, które podesłał Comm; nowa votka do Astorii jak zawsze prezentowała sobą dobry poziom: bez zastanowienia zagłosowałem w poszczególnych kategoriach.. oczywiście według prastarego schematu, tj. najlepsza grupa: Taboo, Agony, Elysium, Samar; najlepszy koder: MMS, KM, Druid, Stilgar; najlepszy muzyk: Shogoon, Moog, Compod; najlepszy grafik: Jester Kyd, Owen, Shaman; najlepszy swaper: oczywiście zagłosowałem na moje kontakty :)
Tego dnia otrzymałem naprawdę świetny stuff, zaryzykuję stwierdzenie, że było to coś przełomowego: a więc siódme, niezwykle obszerne wydanie "Astorii", w której jak zwykle można było pośmiać się z kolejnej nagonki na jakiegoś biednego scenowca w wykonaniu pana Hornet'a. Cóż, język wypowiedzi niezwykle soczysty, nie w moim typie, lecz jak dotąd nie ominąłem jeszcze ani jednego tekstu napisanego przez redaktora "nie przebierającego w słowach" :) Oprócz publicystyki do mojej "dysk(o)teki" trafiło również demko, Love by Agony. Ach.. brakuje mi słów, by określić wrażenia jakie towarzyszyły mi podczas oglądania tejże produkcji. Po prostu cool, jak to mawiają scenowcy. Oglądając demko trzy razy pod rząd miałem nieodparte wrażenie: "To wygląda jak na Amidze" - powtarzałem sobie w duchu; "A muzyka lepsza niż na PC" - dodałem, mając dotąd doświadczenie jedynie z PeCetowskim PC Speaker'em :) Jednak mój zachwyt nowym demkiem nie trwał zbyt długo: nieoczekiwanie swój wzrok skierowałem na biurko, gdzie spoczywało kilkanaście listów, czekających na odpisanie. Cóż, postanowiłem załatwić wszystko za jednym razem: uruchomiłem Time Noter'a, wgrałem jakiś sentymentalny utwór i zacząłem pisać pierwsze zdania "zbiorówki" (czyt. notki kontaktowej pisanej do kilku osób jednocześnie). Jako że każdemu z moich kontaktów postanowiłem nagrać zdobyty dzisiaj stuff, swoje słowo wstępne zacząłem od kilkunastu superlatyw określających najnowsze demko "Love" by Agony. Następnie napisałem kilka słów o tym, co obecnie porabiam, że niebawem wyjdzie moja najnowsza kolekcja muzyczna pod szyldem Anchory Group, którą ma zakodować Funny z Olsztyna. I tym oto sposobem zakończyłem pisanie notki. Szybko dołączyłem do nagrywanego stuffu swojego "bam'a" w Dir Masterze, dopisałem tradycyjne "Spread by Robson" i tak przygotowaną dyskietkę skopiowałem przy pomocy Fast Hackem'a kilkanaście razy. I już miałem iść na pocztę z sendami, gdy zorientowałem się, że nie mam wystarczającej liczby znaczków. Przypomniałem sobie o niezbyt etycznym "czitowaniu" stampów, jednak po dwóch nieudanych próbach zmazania stempla pocztowego ze znaczka dałem sobie z tym spokój. Zaczęła dochodzić 13:00. Przypomniałem sobie, że powinienem iść na zakupy do pobliskiego sklepu.. skrzętnie obliczyłem wszystkie pieniądze przeznaczone na kupno artykułów spożywczych, odjąłem kilka złotych na znaczki i w ten oto sposób mogłem wysłać te kilkanaście listów za jednym razem; ciągle jednak powracała do mnie jedna myśl: "czy kupno jednego chleba zamiast trzech, jednego kilograma cukru zamiast czterech nie wyprowadzi moją mamę z równowagi ?" :) Nie muszę chyba pisać, iż mama przez najbliższe kilkanaście godzin nie chciała ze mną w ogóle rozmawiać ;) Po obiedzie przypomniałem sobie, że dzisiaj jest wtorek, a wtorek to dzień, który od rana powinienem spędzić w szkole :( Aby nie pozostawać więc w zbyt dużym stresie, włączyłem komcia i zacząłem komponować jakiś tam utwór w VoiceTrackerze. Po czterech godzinach, gdy oczy odmawiały posłuszeństwa postanowiłem położyć się spać, myśląc cały czas o tym, co będę jutro robić na C64, ile listów przyniesie listonosz, czy ukaże się nowe Vitality.. Cóż, czyżby rozmyślania o kolejnym, udanym dniu ?? ;-) "
Konkluzja: powyższy obrazek to nie "Szklane Domy" według Żeromskiego. To rzeczywistość, niestety z przeszłości. Niech wspomnienia pozostaną w nas na zawsze !
Robert Jędrzejczyk
Zajrzyj na Totomix - strona o bukmacherach internetowych